Siedzimy u fryzjera,
psia… jest tu atmosfera.
Czekają psy w kolejce,
aż pani modna wielce
obetnie sierści pukiel
lub z włosów zrobi lukier.
A pies Karambus szczeka:
„Niech każdy stąd ucieka!
Za chwilę przyjdzie pani
z wielkimi nożycami,
tymi do żywopłotu,
co ścięły ogon kotu.
Ta pani to wariatka,
jak przyjdzie, będzie jatka!”.
Wśród psów istna panika,
wskoczyły do śmietnika,
w którym śpią myszy, szczury,
a nawet kotek bury.
Poupychane siedzą,
ze strachu śmieci jedzą,
Karambus z nich chichocze.
„Ulegli mojej psocie,
Niech się więc kiszą w koszach!”
Tymczasem w jego włosach
fryzjerka miło grzebie,
mój pies jest w siódmym niebie.
I cieszy się, i mlaska,
bo czesze go i głaska,
nakręca papiloty,
przyczepia bibeloty,
gdzieniegdzie podocina,
psu z mordy cieknie ślina.
Aż wreszcie zasnął błogo,
spał długo, chrapał srogo.
Gdy wstał, wyglądał dziwnie,
sterczały kłaki sztywnie.
To pianka, żel i lakier,
i każdy włos na bakier,
a doklejone pióra
zrobiły z niego szczura.
Karambus spojrzał w lustro:
w nim brzydal, a nie bóstwo!
Wyleciał na podwórze,
a psy do niego: „Szczurze!
Jak tylko cię dorwiemy,
ze skóry oberwiemy”.
Rozdział 10: "Fryzjer"
Polecane posty
