Kiosk, cukiernia i apteka,
a na rogu biblioteka.
W bibliotece pies łachmyta
stare, suche książki czyta:
baśnie, bajki i ballady,
na psa tego nie ma rady.
W ludzkiej głowie się nie mieści,
że psi umysł tyle zmieści.
Uczy się na pamięć wierszy,
w deklamacjach jest dziś pierwszy.
Znalazł śpiewnik, czyta nuty,
śpiewa serenady, smuty.
Gdy muzyka z ust psich leci,
zasypiają przy niej dzieci.
Jęzor Karambusa mlasnął
i po chwili pies też zasnął.
Cisza wielka tam panuje,
pająk się po ścianie snuje,
pod sufitem ślęczą muchy,
na podłodze karaluchy.
Budzi psa pani Beatka,
będzie z tego niezła jatka!
Pies Karambus w bibliotece
wącha książki, przecież wiecie,
każdą liże i ogląda,
no i dziwnie się przygląda.
Zamiast liter ujrzał mola,
gryzie książkę – to psia wola.
Szarpie, drapie, dorwie drania,
po podłodze pies się słania.
Wtem zbudziły się dzieciaki,
teraz bitwa na tik-taki!
Rwetes straszny, zamieszanie,
jeszcze trochę, coś się stanie.
Stała się rzecz przeokropna,
bo od szafy aż do okna
leżą na podłodze książki,
potłuczone dwa posążki,
płyty, farbki i karteczki,
cała sala jest w kropeczki.
Pies na lampie się chybota,
gdzieś wypatrzył na niej kota.
No a dzieci, gdzie są dzieci?
Te odkryły skład rupieci:
setki pudeł, stare graty,
zaraz wpadną w tarapaty!
Czasopisma i gazety,
a na zdjęciach psy bassety.
Gdy wypatrzył to Karambus,
to zesztywniał jak ten bambus,
ujrzał bowiem swych kuzynów,
przeszedł więc do rękoczynów.
W wielki karton wbił pazury,
wyskoczyły myszy, szczury.
Naskoczyły mu na plecy,
lecz nie koniec to tej hecy:
pies rozszarpał pudeł milion,
książek, gazet – ponad trylion.
Z nich uwolnił mole, mrzyki,
karaczany i psotniki.
Wszy książkowych i rybików
nikt nie zliczy, bo bez liku.
Krótko mówiąc, bibliotekę
pies zamienił w głupotekę.
W akcji znów pani Beata,
bezlitosna jak mój tata,
dzieci przemieniła w skały
(wcześniej śmieci pozbierały),
niesłychanie psa zganiła,
a robale przegoniła.
Teraz w naszej bibliotece
ład i spokój jak w aptece.
Rozdział 15: "Biblioteka"
Polecane posty
