Karambus jest wesoły,
bo idzie dziś do szkoły.
Założył więc mundurek,
by nie być jak ten burek,
co tylko śpi przy budzie,
tkwiąc w przeraźliwej nudzie.
I jak pierwszoklasista
powsadzał do tornistra
magiczne szkolne skarby:
mazaki, kredki, farby,
zeszyty w linię, w kratkę,
materiałową siatkę,
a w niej suszona ryba,
co jeszcze głową kiwa.
Jest też wypchany piórnik,
w nim rodowodu wtórnik,
nożyczki, temperówka
i gumka misia główka,
długopis i ołówki,
pomiędzy nimi krówki.
Są tutaj też cukierki,
lecz brak małej ekierki,
linijki, kątomierza –
za dużo to dla zwierza.
Karambus jest już w klasie,
pytacie się: jak ma się?
No przecież doskonale,
jest tylko małe „ale”!
Psu obca jest ta wiedza,
z tornistra wyjął śledzia
okropnie śmierdzącego
i tranem kapiącego.
Pies rybę gryzie, drapie,
po mordzie tran mu kapie,
obgryza rybie ości,
co strasznie dzieci złości.
Ponadto awanturnik
wyciągnął z torby piórnik,
z piórnika trzy cukierki,
klejące mordoklejki.
I liże je, i chlapie,
i pieni się, i sapie,
a przy tym głośno pruka…
Na pewno to nauka?
Rozdział 17: "Szkoła"
Polecane posty
