Uniosłem psa na ręce,
włożyłem go w udręce
do auta na siedzenie,
lecz rośnie w nim jedzenie.
Dlatego gaz do rury,
pędzimy furą w góry,
by nad samiuśkim ranem
zawitać w Zakopanem –
dokładnie na Krupówki,
gdzie ludzie brną jak mrówki.
Karambus się przebudził,
po chwili już się znudził.
W psiej skórze mocno drgnęło
i znowu się zaczęło.
Uchwycił dzieci wzrokiem,
gna do nich krok za krokiem.
Kłusuje jak narwany,
wywrócił trzy stragany,
narobił wkoło huku
i toczą się po bruku:
słoiki z miodzikami,
pudełka z borówkami,
kołacze i oscypki,
sok i suszone grzybki.
A dziewka ze straganu
wrzasnęła głośno: „Draniu,
wytargam cię za szkuty!”.
I ciska swoje buty
prosto w mojego psiaka.
Zrobił się bajzel, draka,
pan starszy się wywrócił,
dwie baby z sobą skłócił.
Dzieciaki jak na stoku
ślizgają się po soku.
Policjant orła gwizdnął,
koń nawet się poślizgnął.
W tym czasie pies kudłaty
wpadł do drewnianej chaty,
gdzie siedzi sobie baca,
na zydlu się obraca,
ciupagę trzyma w dłoni,
oczami muchy goni.
„Do diaska, to nie kino,
uciekaj stąd, gadzino!”
Karambus się nie boi,
już na dwóch łapach stoi,
wysunął zęby z mordki,
potargał bacy portki!
Nozdrzami w niego prychnął
i tylnym oknem czmychnął
daleko, na manowce,
gdzie góral pasie owce.
Pies po polanie hasa,
zobaczył cień juhasa.
Pomyślał: „Strach na wróble?
To mu kapelusz skubnę”.
I krzyczy: „Do ataku!
Rozszarpię cię, głuptaku!”.
Owieczki, co tam były,
dzwonkami poruszyły.
Zbudziło to Kruszyna,
górskiego psa olbrzyma.
Karambus przy tym byku
ze strachu zrobił siku,
a Kruszyn rzekł do niego:
„Nie lękaj się, kolego”.
I gada, i ujada:
„Popilnuj mego stada”.
Karambus w kapeluszu,
już pełen animuszu,
ślęczy na górskiej hali
wśród owiec i górali.
Rozdział 19: "Góry"
Polecane posty
