Dziś na rynku targowisko,
po taniemu prawie wszystko.
Można kupić mięso, jaja,
nawet zagrać w cymbergaja!
Piesek mój bez ceregieli
chowa portfel do kieszeni.
Włożył buty, kurtkę w kratkę,
do kieszeni wsunął siatkę.
Kupi sobie coś fajnego,
fikuśnego, niedrogiego,
może znajdzie na straganie
jakąś rzecz w tym bałaganie.
Bo na targu, jak już wiecie,
więcej pierdół niż w markecie.
Jest miód, mydło i powidło,
nawet stoi tu straszydło!
Gdy zobaczył je Karambus,
znów zesztywniał jak ten bambus,
lecz tym razem na chwileczkę,
bo zobaczył starą beczkę.
W beczce cztery wielkie ryby,
stało się – mój pies jak żywy
wskoczył do niej bez wahania,
beczka pękła… „Łapać drania!”
Ryby po deptaku skaczą,
ludzie się na siebie patrzą,
jakiś dziadek z laską w dłoni
psa po targowisku goni.
Czy go złapał? Nie, na pewno!
Bo to już spróchniałe drewno.
Gdy skończyła się ta draka,
piesek upolował ptaka,
lecz na szczęście nie żywego,
tylko mocno dmuchanego.
Gdy go przegryzł, ten wystrzelił,
targ w pobojowisko zmienił.
Krzyknął w tłumie Jasiu Trąba:
„Ludzie, uciekajcie – bomba!”.
Pani z wielkim rogalikiem
skryła się gdzieś za kramikiem.
Pan, co bułki ma z piekarni,
wylądował na latarni.
Dzieci mają wielkie oczy –
czy coś jeszcze je zaskoczy?
Tak, Karambus kupił korki,
korków pełniusieńkie worki.
Wrzucił wszystko do ogniska –
to już koniec targowiska.
Rozdział 23: "Targ"
Polecane posty
