Mój pies idzie do kina.
Z psiej mordy cieknie ślina,
ze strachu mordka blednie,
bo zamiast grać komedię,
dziś będzie film o duchu…
Karambus tkwi w bezruchu.
„Idziemy!” – wołam psiaka,
a tutaj sprawa taka:
on trzęsie się i stęka,
wyprawa z nim to męka.
Na szczęście po godzinie
jesteśmy z psem już w kinie.
A tam, nie uwierzycie,
zwierzęce tętni życie!
Karambus ujrzał w cieniu
pięć kotów na siedzeniu:
kot perski, sfinks, syjamski,
dachowiec i bezpański!
Grzeczniutko sobie siedzą,
cuchnące śmieci jedzą.
Na dole pod ekranem
kundelki siedzą z panem,
a jest ich ze czterdzieści –
że kino to pomieści?
Do sali weszły świnki,
lecz mają smutne minki,
bo wszystkie foteliki
zajęte przez króliki.
U góry, gdzie kamera,
ktoś pod krzesłami gmera,
w siedzeniach same dziury,
a na podłodze wióry.
Chomiki, szczurki, myszy –
inwazja towarzyszy!
Lecz nagle w kinie cicho…
To coś to może licho?
Skończyło się chichranie,
bo strachy na ekranie.
Zobaczył to Karambus,
zesztywniał jak ten bambus
i siedzi biedaczyna
gdzieś w pierwszym rzędzie kina.
I trzęsie się ze strachu,
a koty w śmiech: „Oj, brachu!”.
Chichrają się jak w transie,
komedia na seansie.
Karambus rozwścieczony
najeżył swoje szpony,
wyszczerzył swe zębicha,
na boki dziko prycha.
Przeskoczył foteliki,
gdzie siedzą dwa króliki,
i rzucił się na koty –
ze złości, nie dla psoty.
Trwa bitwa na seansie,
bo koty w dzikim transie
ostrymi pazurami
psie futro potargały.
Karambus nieposłuszny
nie pozostaje dłużny,
i jak to w życiu bywa,
pies z kotem tu pogrywa.
Rozdział 22: "Kino"
Polecane posty
