Poszedł piesek raz na basen,
wziął ze sobą całą rasę –
psów bassetów, się rozumie,
każdy świetnie pływać umie.
W przebieralni psy jak mrówki,
ubierają kąpielówki.
Jest ich może ponad trzysta,
no i jeden pan – turysta,
który nieco wystraszony,
zrobił kupę w kalesony.
Teraz siedzi w toalecie
i w przestrachu bzdury plecie.
Naraz wszystkie psy bassety
co tchu pędzą jak rakiety,
już są w wodzie i nurkują,
już uszkami wodę prują.
A gdzie ludzie się podziali,
co w basenie się kąpali?
Wszyscy wyskoczyli z wody,
nawet nasz ratownik młody.
Teraz leżą na leżakach,
inni się chowają w krzakach.
Gruba pani w stroju w kwiatki
krzyczy: „Ja wam dam, gagatki!”.
Starą szmatę trzyma w dłoni,
macha nią i pieski goni.
Rozsierdziło to bassety,
błyszczą na ich szyjach kiety,
wyszczerzone lśnią zębicha,
każdy sapie, śliną prycha.
„To jest chyba koniec świata!” –
krzyczy baba, co tam lata.
Wtem pojawił się Karambus,
w pysku poszarpany bambus,
przylepiony liść do brzucha,
brudem świeci, smrodem chucha.
Wtarabanił się do wody,
z wody wyskoczyły smrody,
smrody wygoniły ludzi,
pies Karambus wodę brudzi.
Rozdział 12: "Basen"
Polecane posty
