Poczuł na swej szyi miluchne głaskanie,
Złowił swoim uchem dzikie psie sapanie,
Rzucił wzrok za siebie, ujrzał psa olbrzyma,
Kundla kudłatego z wielkimi uszyma,
Metrów ze czterdzieści, głowa tuż pod chmurą,
Czuje się Trolinek jak pod tęgą górą.
Zimnym wilgnym nosem pies go obwąchuje,
Sapie przy tym mocno, z nozdrzy wiater duje,
Twarz Trolinka liże obślizgłym jęzorem,
Pokazał zębicha machając ogonem.
Zerknął w wielkie oczy: "Czego piesku chcesz,
Będziesz tak się gapił, a może mnie zjesz?”
Pies potulnie odrzekł: "Jestem tu mój Panie,
Służyć Ci pokornie, to moje zadanie,
Wyspa ta pułapka, wiele istnień skradła,
Kto już raz tu wysiadł, tego w końcu zjadła,
Byli tu piraci, każdy żywym ciałem,
Wszyscy poznikali, tylko ja ostałem,
Usiądź na nosisku, trzymaj się za wąsy,
Pora stąd uciekać, to nie czas na dąsy.”
Jest na środku wyspy, wulkan diamentowy,
W nim ogromny krater, w nocy stwór gazowy,
Trujące opary wiszą nad drzewami,
Wyspa łapie oddech, parska nad brzegami,
" Przed zachodem słońca ukryć się musimy,
Schować gdzieś pod ziemią, gdyż się udusimy.”
Stoją nad kraterem, w którym kipą dymy,
Spytał psa Trolinek, "Czemu tu sterczymy?”
"Oto wyjście z wyspy, wrota do wolności,
Skacz nie bacząc na nic, użyj swej śmiałości.”
"Wiesz; kudłaty psiaku, nie zostawię Ciebie,
Razem stąd czmychniemy, jak ptaki na niebie.”
Wbił Trolinek w skałę kolec od skorpiona,
Krater pęka cały i o pomoc woła,
Trzęsie się straszliwie, wyspa ogniem zieje,
I ze wszystkich stron wiatr zniszczenia wieje.
Wziął magiczny gwizdek, teraz w niego dmucha,
Świst skacze po świecie ,od ucha do ucha,
Usłyszały dźwięki, gwizdka niezwykłego,
Wszystkie żywe liście drzewa tajemnego,
Prędko się zerwały tworząc wielką kiść,
Szybują po niebie, by na pomoc iść,
Wykradły Trolinka i kundla wielkiego,
Pędzą w głąb krateru, w czeluść nieznanego,
Przymknął wzrok Trolinek, leci w dół i leci,
Jak w kalejdoskopie, wszystko wkoło świeci,
Cały świat migocze, łyska się i mieni,
Krater popękany, coś się teraz zmieni?
Rozdział 11: "Wulkan Diamentowy"
Polecane posty
