O rześkim poranku, tuż po wschodzie słońca,
Ruszył na wyprawę, której nie ma końca,
Idzie wciąż i idzie, doszedł na skraj lasu,
Przed nim piękna łąka tętni od hałasu!
Wszystkie kwiaty wokół gwarno rozmawiają,
Pszczoły i motyle nad nimi fruwają,
Mrówki biegną sznurkiem pomiędzy grzybami,
Żuki toczą kule silnymi łapkami,
Ślimak i dżdżownica salsę tańczą zgrabnie,
Konik polny skacze, salto robi ładnie.
Pomimo ryzyka wszedł Trolinek mały,
W dzbaneczników stado, znikł pod nimi cały,
Jak mówiły ptaki i jak niesie wieść,
Kwiaty te potwory lubią mięso jeść,
Myślą sobie myszy, przyczajone w norze:
"Zginie biedaczyna, nic mu nie pomoże!"
Każdy kwiat jest głodny, ślinka z buzi kapie,
Zaraz zje Trolinka, gdy go tylko złapie.
Wpadł w końcu nieboga w sidła chciwej trupy,
Teraz się gotuje w dzbanie pełnym zupy,
Dwoi się i troi, słaby i gorący,
Nic nie może zrobić, dzban jak stal parzący,
I pomyślał wtedy, "Gwizdek przecież mam,
Z werwą w niego dmuchnę, znak tajemny dam”.
Usłyszały dźwięki gwizdka przemocnego,
Wszystkie żywe liście drzewa magicznego,
Zerwały się nagle, tworząc wielką kiść,
Mkną jak ptak po niebie, by na pomoc iść,
W ciągu jednej chwili, liści żywe chmury,
Wyrwały Trolinka z palącej tortury,
Przeniosły go prędko, nie wiadomo jak,
Tam gdzie rośnie wszędzie purpurowy mak
Są tam także krzaki pełne tłustych malin,
Krzewy; na nich bezlik koralowych kalin,
Fruwa tu na wietrze pyłek karminowy,
Maki go zmieniają w kisiel malinowy,
"Najedz się Trolinku, najedz się do syta,
Bo przed Tobą droga wybojem uszyta!"
Tuż za kwietną łąką o zapachu ziół,
Odkrył w srebrnym piachu wygrzebany dół,
Siedzą w nim dwie traszki i mała jaszczurka,
Wszystkie skamieniałe, jak martwa figurka,
Pewnie gniewna zmora tutaj też trafiła,
I wszystko co żywe w kamień przemieniła.
Rozdział 4: "Łąka dzbaneczników"
Polecane posty
